Każdy ma w sobie poczucie osamotnienia, nawet jeśli nie jest to ciągłe, jak
np. ból zęba (jeden z nielicznych bólów na które rzesze ludzi się powołuje).
Podobnie, że pozwolę moim myślą płynąć jest z poczuciem szczęścia, nie da się
być szczęśliwym cały czas, właściwie jest to stan, który dosiąga nas znienacka,
mimo faktu, że ciężko się na poczucie szczęścia pracowało. O samym szczęściu
może kiedy indziej, bo to dość ciekawe zagadnienie. Wydaje mi się, że poczcie
osamotnienia narasta z wiekiem. Nabywamy go po przez doświadczenie. Nie chodzi
mi to odczucie, które zwykle można nazwać pustym pokojem i kieliszkiem wódki (
dla mnie akurat jest to wyraz najwyższego szczęścia) Mówię o takim poczuciu
osamotnienia, kiedy wszystko co jest wokoło nas przestaje mieć jakiekolwiek
znaczenie, to stan w którym jest nam wszystko jedno. Gdyby iść w spór czy
istnienie coś takiego jak „współodczuwanie” odpowiadam, że nie. Nigdy czuć nie
będziesz tego co ja. Możemy nazwać coś umownie
używając tych samych słów, kierując palec na te same rzeczy, ale one są nam
zupełnie inne. Nie mówię też o samotności, którą teraz zwłaszcza w tym okresie
się najmocniej odczuwa. Jeśli ktoś odczuwa samotność na tyle silną, że przez
nią czuje się nieszczęśliwy, zalecam napisanie do mnie maila. Wracając do
osamotnienia. Owszem można czuć się wyobcowanym przez innych z powodu
wszelakich inność, zazwyczaj zakładam mienie takiego stanu daleko w poważaniu,
nigdy nie dziel i nie mów o swojej wartości przez pryzmat tego faktu, że ktoś
wyklucza kogoś z powodu inności, czyniąc tę osobę od siebie gorszą. Oczywiście
nie popadając w skrajności, idąc prostą myślą są od nas gorsi i są lepsi,
zakładam, że tych drugich jest więcej. Codziennie dokonujemy porównań a tym
samym i wyborów. Między gorszym, a lepszym to naturalna kolei rzeczy i sztuki
przetrwania. Ale osamotnienie jest silnym i wyraźnym stanem w który każdy z nas
popada z wiekiem, może właśnie dlatego, że doświadczenie które jest ładowane do
naszego plecaka uczy nas czego częściej unikać? Ale bo to zgoła inna rzecz. Osamotnienie bywa
twórcze, jeśli założymy że jest to stan o zabarwieniu negatywnym, a jak
mistrzowie mawiali z „ ból jest pięknem tworzenia” zatem dobrze jest odczuwać
ten stan. Choć ta negatywność przy dłuższym zastanowieniu nabiera dźwięków szalenie
pozytywnych. Zmierzam do czegoś wyrywając myślą szpilki z mapy, którą próbuję
obrazować. Świat się skurczył, technologia powoduje, że świat się skurczył. Tak,
wszyscy wiemy, że możemy robić zakupy w sieci, niemalże standardem jest fakt,
że poznajemy się przez małe ekrany, duże ekrany, profile na rozmaitych portalach
i jeśli jest to cudo techniki, sama przyznaje, że nie znałabym tyle osób, ale
jeśli to jest cud techniki…. To myślę, że ten cud techniki zamiast nas zbliżyć
do siebie to mocno oddalił. Poczucie osamotnienia wzrasta, jakkolwiek to
absurdalnie brzmi, staliśmy się powierzchowni, mniej słowni. I mamy sobie coraz
mniej dopowiedzenia, nawet jeśli rozmawiamy ze sobą kilka godzin wymieniając
się tekstami. Technologia w tej kwestii idealnie zabiła moc zbliżeń ze sobą
ludzi. Wiem, że maluje obraz czarny jak podeszwa moich butów, bo codziennie
padam ofiarą Internetu, z chęcią kiedyś napisze o zgubnym wpływie na nasze ego
niektórych portali społecznościowych. Jeśli ktoś widział WALL.E (bajka dla
dzieci) wie doskonale, że taki scenariusz jest możliwy i wcale nie mam namyśli
zagłady ziemi, ale tego w jaki sposób pokazany jest człowiek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz