niedziela, 16 września 2018

2:44


W opłakanym stanie jest każdy duch, kiedy napić się musi. To pewien rodzaj nieustannego głodu, który próbujesz zaspokoić. Najpierw pojawia się myśli, którą wszyscy doskonale znają… kontrola. Proces w którym wlewanie w siebie procentu jest doskonały, on jedynie służy twojej ucieczce, rozluźnieniu, przecież „ to się mi należy”
A później tydzień ginie, proces się pojawia na nowo. Jakaż jest różnica między piciem codziennym, a piciem w weekend?
Żadna.
Jedni piją do odcięcia się, a to jest absolutnie genialna metoda. Pojmie zapewne ją tylko ten, kto doświadczył tego głodu, tej radości tuż przed. Zwykle zaczyna się to : niewinnym dążeniem do totalnego rozluźnienia. Po raz kolejny – pojawia się magiczne słowo kontrola. To jest słowo klucz dla każdej z pijanych dusz. Nam się zawsze wydaje, że stadia faz są czytelne, że się decyduje o wszystkim. Jakże to płomienne, i naiwne „wydaje się”. Ta celebracja chwili, nadawanie ideologii alkoholom, te opowiastki o tych alkoholach, te radosne chwile, jak ludzie mówią: „ nie, nie wiedziałem, że to, że tamto…” a ty zwyczajnie brylujesz do momentu odcięcia się. To jest ta faza…. Końcowa.
Ileż trzeba wypić, ileż lat…? By tak z sentymentem się z tym nie zgodzić?
Zawsze sobie mówiłam „ daj spokój, jesteś żulem, ale z klasą”. Nie jestem żulem z klasą. Wybiegam z domu, uciekam z chat by się napić. Nie mam jeszcze fazy na odcięcie się, mam fazę, na zabawne chwile.
Nauczyłam się pić sama. Zupełnie. Często śmieje się sama do siebie „ mam najlepsze imprezy, sama ze sobą, z najlepszą ścieżką dźwiękową, nic nie muszę….”
„ jak Ci zacznie wódka smakować to masz przejebane” mnie wódka nigdy nie smakowała, pokochałam ją zupełnie przypadkiem. Imponował mi fakt, że ze szklanki można pić. Dziś pije z butelki, szklanki są za słabe, za małe, i takie że się ich myć musi.
Zabawne?
Ostatnia miłość- whisky. O niej kiedyś. Jeszcze wódki nie skończyłam.
a.