Są rzeczy które zachwycają mnie ponad wszystko. Choć określenie ponad wszystko
jest niestety zgubne. Bo daje mi pewność, że nigdy poza tym już mnie nic nie zachwyci.
A za krótko żyje na tym podole, żeby nie oczekiwać. Nie polecam nikomu
pewności, pewność daje złudne wrażenie bezpieczeństwa. Czyni nas niegotowymi.
Niby okopy bywają bezpieczne, ale jeśli dupnie w nie potężna kula armatnia,
nasza agonia odbywa się w nie lada zdziwieniu. Albo przykład z walcem jest
dobry, kto zna pamięta końcowe stwierdzenie : „Panie, Panie to był moment”.
Sztuką właściwie jest dziś wszystko. To stwierdzenie winno przyprawić o
smutek i rzeczywiście jest to smutne. Będąc w Polsce miałam okazje odwiedzić
kilka skromnych wystaw, jak i tych nieskromnych, gdzie artyści w coraz to dziwniejszych
pozach próbowali widzów natchnąć swoją marną transcendentalną, co ja też mówię, marną próbą
wyrażenia czegoś ponad coś. Zmartwiły mnie stosy drutów i pustych palet, o
rozłożenie ramion (opadające witki) płótna bez sensu maźniętych twarzy. Kondycja
sztuki jest starą tancerką w za dużych butach, z obwisłymi cyckami, z makijażem
i botoxem. Martwi mnie kondycja psychiczna ludzi, którzy piszą poematy zachwytu
nad tymi wytworami alkoholowych jaźni. Martwi mnie rzeczywistość, która nie
mnoży wybitnych umysłów. Nie rozumiem słowa postęp, kiedy to słowo NIE jest
rzeczywistym postępem, ale czyni nas ono jedynie ludźmi ubogimi. Zabieramy
sobie sami wyobraźnie…. Czyniąc świat technologicznie posuniętym. Martwi mnie powierzchowność
i brak zadawania sobie pytań. Wrażliwość dyktuje wiedza i światopogląd oraz część
chowu i domu z którego się wywodzimy, ale to podlega pod doświadczenie. Dawniej
wzruszały mnie filmy pełne romantycznych scen, dziś patrzę na nie jako wytwór
beznadziejnej naiwności.
Zdaje sobie sprawę, jeśli chcemy mówić o rzeczach pięknych winniśmy
zaspokoić najpierw swoje ziemskie potrzeby by móc oderwać swój umysł i szybować
w poszukiwaniu piękna. Trudno jest zachwycać się choćby ulicznym malunkiem
murowym, jeśli troska o byt nas na tyle poniewiera, że dostrzegamy jedynie głód
naszych portfeli.
Zatem czy piękno nie jest ogólnie dostępne? Czy poszukiwanie Piękna jest
tylko dla wybranych i poszukujących? Przychodzi mi czasem mówić o poezji,
przychodzi mi czasem pisać o poezji, ale czytuje ją z nabożną troską o detale. Bywałam
na nocnych czytaniach, wieczorkach gdzie ludzie szabelkami argumentów kłócili
się na temat kto większym poetą jest. Zazwyczaj były to nadęte bufony, lub kobiety o
nikłych szansach na wysłuchanie w domach. Było paru hipisów, ale nikt z nich nie
szukał tej, lub tego czynnika odpowiedzialnego za Piękno owych słów, obojętnie czyich.
Zgubi nas kiedyś powierzchowność, pęd ku piątkowi i
najebka w knajpie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz